2 Obserwuję
Iwona1

Iwona1

Teraz czytam

Tudorowie. Prawdziwa historia niesławnej dynastii
G.J. Meyer
Lancasterowie i Yorkowie. Wojna dwóch róż
Alison Weir
Krawędź wieczności
Ken Follett
Przeczytane:: 31 %

Szept wiatru

Szept wiatru - Elizabeth Haran Przyznaję, że ciężko było mi ocenić tę powieść. Bo niby z ciekawością ją czytałam, nawet spodobał mi się pomysł tej niesamowitej mistyfikacji, natury której świadoma była tylko jedna z zainteresowanych stron. Mało tego – do mniej więcej połowy oceniałam ją parę gwiazdek wyżej. I teraz nie wiem, czy książka była za długa ( a ja przecież lubię długie powieści) i końcówka już mnie nużyła, tym bardziej że można było oczekiwać podobnego rozwiązania, czy rzeczywiście autorka przesadziła z głupotą niektórych bohaterów i wątków. A może to ja nie potrafię docenić tej literatury, co jest bardzo prawdopodobne. A zapowiadało się w miarę obiecująco. Z katastrofy statku niedaleko wybrzeża australijskiej Wyspy Kangura, ocalały tylko dwie młode dziewczyny. Dziedziczka fortuny, panna z dobrego domu, rozpuszczona i rozpaskudzona, jak tylko takie panny potrafią być, wskutek nieszczęśliwego wypadku traci pamięć. Dziewczyna miała spędzić u przyjaciółki swojej matki na Wyspie Kangura jakiś czas po tragicznej śmierci rodziców i młodszego brata. Druga kobieta, więźniarka, zresztą niesłusznie osądzona, przez ostatnie dwa lata swojego wyroku ma pracować jako pomoc na odludnej farmie, gdzie pisana jest jej ciężka praca w obejściu i przy dzieciach. Amnezja Amelii zostaje sprytnie wykorzystana przez Sarę, która w tym z pozoru nieszczęśliwym wypadku, widzi szansę na odmienienie swojego życia. Dlaczego ona sama nie mogłaby zostać bogatą panienką? Dlaczego jej życie nie mogłoby wreszcie stać się szczęśliwsze? I tak niepostrzeżenie sympatia czytelnika (przynajmniej moja) przenosi się z jednej kobiety na drugą, a główna bohaterka przechodzi cudowną metamorfozę. Jest to książka o próbie odkupienia winy, nierównych i niesprawiedliwych szansach w życiu z racji urodzenia, o miłości, zazdrości, nienawiści. Ciekawostką jest, że czarnymi charakterami okazują się tu tylko kobiety, wszyscy mężczyźni są na swój sposób pozytywni. Myślę, że mogłaby to być całkiem przyjemna opowieść przybliżająca trochę mentalność i obyczajowość Australijczyków (w tym Aborygenów) połowy XIX wieku. Niestety, mimo że czytało się ją dobrze, nagromadzenie nieprawdopodobnych sytuacji i głupota oraz naiwność bohaterów trochę mnie do niej zniechęciły.