2 Obserwuję
Iwona1

Iwona1

Teraz czytam

Tudorowie. Prawdziwa historia niesławnej dynastii
G.J. Meyer
Lancasterowie i Yorkowie. Wojna dwóch róż
Alison Weir
Krawędź wieczności
Ken Follett
Przeczytane:: 31 %

Czas zapłaty

Czas zapłaty - John Grisham Kiedyś czytałam książki Grishama nałogowo. Potem trafiłam na kilka gorszych pozycji i moja fascynacja thrillerem prawniczym w jego wykonaniu lekko osłabła. Lata minęły i znowu z wielką przyjemnością wzięłam do ręki najnowszą powieść Johna Grishama. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to „stary , dobry Grisham”. Akcja powieści dzieje się w miejscowości Clanton, w stanie Mississipi, gdzie podział na białych i czarnych mieszkańców jest wciąż widoczny. Zaczyna się dość makabrycznie – samobójczą śmiercią śmiertelnie chorego Setha Hubbarda. Dość ekscentrycznego, niezbyt sympatycznego właściciela dużej fortuny. Samobójstwo jest perfekcyjnie zaplanowane, łącznie z tym , co następuje potem – pogrzeb, odczytanie testamentu i przekazanie miejscowemu adwokatowi, Jake’owi Brigance zadania wybronienia testamentu sporządzonego własnoręcznie przez Setha dzień przed śmiercią. A jest czego bronić, bowiem prawie całą fortunę przepisuje czarnoskórej gospodyni i opiekunce, wydziedziczając tym samym swoje własne dzieci i wnuki. Zapowiada się nudny proces, z mnóstwem różnych prawnych kruczków, szperaniem po dokumentach i szukaniem „haka” na przeciwnika. Rodzina zmarłego zatrudnia całą armię doświadczonych prawników, których zadaniem jest obalenie nowego testamentu i zatwierdzenie starego, korzystnego dla nich. Po drugiej stronie barykady stoi Jake Brigance, ten sam, który we wcześniejszej, świetnej powieści „Czas zabijania” wsławił się obroną czarnoskórego Carla Lee Hayleya, wymierzającego sprawiedliwość oprawcom jego małej córeczki. Jest w tej powieści wiele nawiązań do wydarzeń sprzed trzech lat i jak widać tamten proces nie zakończył się całkowitym „happy endem”. Mimo obaw, że będzie wiało nudą, jest wręcz przeciwnie. Jak to u Grishama, ciągle się coś dzieje, prawnicy po jednej i drugiej stronie przebijają się piłeczkami, wynajdując nowe fakty i sprawiając, że wszystko zmienia się w mgnieniu oka. Chociaż wiadomo, że Grisham zawsze szykuje na koniec wyjątkową niespodziankę, zwrot akcji na korzyść głównego bohatera i mniej więcej od połowy książki można domyślać się, co stoi za tym dziwnym testamentem, książkę czyta się z wielkim zaciekawieniem. Jest to solidna pozycja pod względem grubości, ale wcale się nie dłuży. Jedyne zastrzeżenie to trochę przesłodzony koniec, ale ostatnio mam szczęście do takich właśnie zakończeń. Książkę zdecydowanie polecam, szczególnie miłośnikom wcześniejszych powieści Johna Grishama.